5 KWIETNIA
Masakra! Dopiero
dziś mogłem usiąść do napisania paru słów – miałem tak
napięty harmonogram, że szkoda gadać. Jest niedziela, a ja ostatni
wpis w dzienniku zrobiłem w środę – okropieństwo. W czwartek
byłem „zawalony” zadaniami z dziennika elektronicznego – panie
chyba chcą na zapas pozadawać nam zajęć, bo za tydzień już
ferie świąteczne jupi!!! Będzie święty spokój od komputera (nie
do końca, bo będę się relaksował na nim, a nie ciężko pracował
) i zdalnych lekcji ufff.
Po lekcjach mama
kazała mi siedzieć z Hanką, bo musieli z tatą jechać na
świąteczne zakupy, a że teraz wpuszczają do sklepów tylko po
kilka osób, to im zeszło. Cztery godziny bycia z tym okropnym
bachorem OMG! Już prawie wychodziłem z siebie dwudziesty raz grając
w grę planszową, której głównymi bohaterami są szczeniaki, aż
tu nagle Hanka mówi do mnie: - Ale
z tobą jest fajnie,
super się z tobą bawi, świetnie, że mam takiego brata. Ale mi się
fajnie zrobiło i nawet pal licho tę grę – grałem dalej :)
Przyjechali rodzice
i Hanka uwiesiła się mamy, więc miałem spokój.
W piątek po
zdalnych lekcjach szanowna mamusia znów mi zorganizowała
popołudnie, mówiąc: - Dziś będziemy robić palmy! - krzyknęła,
trzymając jakieś zielska i kwiatki w ręku. O masakro, o tym
marzyłem, serio. Oczywiście moja siostrzyczka na to jak na lato, bo
tak lubi prace plastyczne – słowa mamy. Jakoś zniosłem robienie
tych zielenin, umyłem się i poszedłem spać mega zmęczony.
Wczoraj była
sobota – oczywiście sprzątanie. Robiliśmy to razem z Hanką,
wygłupiając się – tak popsikaliśmy sprejem do mebli podłogę,
że później ślizgaliśmy się, jak po lodowisku. Była super
zabawa, dopóki Hanka się nie przewróciła i nie narobiła
wrzasku, trzymając się za głowę.
W rezultacie do
końca dnia za karę siedzieliśmy każde w innym pokoju bez
komputera, telefonu i telewizora. Ale w sumie – warto było!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.