poniedziałek, 6 kwietnia 2020

5 KWIETNIA

Masakra! Dopiero dziś mogłem usiąść do napisania paru słów – miałem tak napięty harmonogram, że szkoda gadać. Jest niedziela, a ja ostatni wpis w dzienniku zrobiłem w środę – okropieństwo. W czwartek byłem „zawalony” zadaniami z dziennika elektronicznego – panie chyba chcą na zapas pozadawać nam zajęć, bo za tydzień już ferie świąteczne jupi!!! Będzie święty spokój od komputera (nie do końca, bo będę się relaksował na nim, a nie ciężko pracował ) i zdalnych lekcji ufff.
Po lekcjach mama kazała mi siedzieć z Hanką, bo musieli z tatą jechać na świąteczne zakupy, a że teraz wpuszczają do sklepów tylko po kilka osób, to im zeszło. Cztery godziny bycia z tym okropnym bachorem OMG! Już prawie wychodziłem z siebie dwudziesty raz grając w grę planszową, której głównymi bohaterami są szczeniaki, aż tu nagle Hanka mówi do mnie: - Ale
z tobą jest fajnie, super się z tobą bawi, świetnie, że mam takiego brata. Ale mi się fajnie zrobiło i nawet pal licho tę grę – grałem dalej :)
Przyjechali rodzice i Hanka uwiesiła się mamy, więc miałem spokój.
W piątek po zdalnych lekcjach szanowna mamusia znów mi zorganizowała popołudnie, mówiąc: - Dziś będziemy robić palmy! - krzyknęła, trzymając jakieś zielska i kwiatki w ręku. O masakro, o tym marzyłem, serio. Oczywiście moja siostrzyczka na to jak na lato, bo tak lubi prace plastyczne – słowa mamy. Jakoś zniosłem robienie tych zielenin, umyłem się i poszedłem spać mega zmęczony.
Wczoraj była sobota – oczywiście sprzątanie. Robiliśmy to razem z Hanką, wygłupiając się – tak popsikaliśmy sprejem do mebli podłogę, że później ślizgaliśmy się, jak po lodowisku. Była super zabawa, dopóki Hanka się nie przewróciła i nie narobiła wrzasku, trzymając się za głowę.
W rezultacie do końca dnia za karę siedzieliśmy każde w innym pokoju bez komputera, telefonu i telewizora. Ale w sumie – warto było!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.