10 czerwca
Masakra – jaki
dziś przeżyłem masakryczny dzień – okropieństwo. Niby nic
takiego,
a jednak. No ale
zacznę od początku – moja mamusia wzięła sobie na dziś wolne i
zaprosiła swoją znajomą. Nie byłoby w tym nic dziwnego i
strasznego, gdyby nie to, że ta znajoma ma córkę w wieku Hanki. O
masakro, jak wpadły do pokoju, jak zaczęły przewracać go do góry
nogami, to nie wiedziałem, jak się nazywam. Jeszcze, o zgrozo, w
tym czasie miałem dodatkowy angielski i nie słyszałem,
co do mnie mówi lektor, żal.pl. Kłóciły się te dziewuchy o
wszystkie zabawki, darły wniebogłosy, wyrywały sobie lalki,
jednak, na szczęście mama w porę zareagowała i wyprosiła je z pokoju, w którym
byłem. Na szczęście, bo już ledwo znosiłem towarzystwo tych
dwóch złośnic – jedna gorsza od drugiej. Mama mówiła, że
przez pandemię Hanka nie chodzi do przedszkola i nie ma kontaktu z rówieśnikami,
więc fajnie, jak spotka się z kimś w swoim wieku – w sumie to
rozumiem, ale i tak byłem wściekły, że ktoś zakłóca mój
spokój. Potem, na szczęście, tata zrobił frytki i nugetsy
i dziewczyny
zamknęły swoje buzie jedzeniem hahahahaha i miałem święty
spokój.
Mówi się, że
muzyka łagodzi obyczaje, ale jak widać, nie tylko, bo fastfoody
też, ha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.