wtorek, 9 czerwca 2020


08 czerwca

Normalnie dziś wstaliśmy z Hanką chyba dopiero przed 10.00 – tak byliśmy zmachani, bo na weekend znów pojechaliśmy do naszego domku na wsi. Jak poprzednim razem – w ogóle przez ten czas nie korzystaliśmy z telefonów, ani kompa, tak byliśmy zajęci innymi rzeczami – np. Hanka goniła z latawcem, ja jeździłem po wsi na rowerze, a potem rodzice i wujostwo rozpalili wieeelkie ognisko i były kiełbaski z patyka. A już najsuperowszą atrakcją było włażenie i złażenie (a raczej ześlizgiwanie się) z górki. Jeden z wujków usypał taką ogromną górę ziemi i cała dzieciarnia miała uciechy, co niemiara – nawet ja staruszek – oczywiście w porównaniu z tymi maluchami :)
A w niedzielę praktycznie cały czas grałem w badmintona – to z rodzicami, to z wujkami, albo ciotkami – każdy chciał się poruszać haha. Graliśmy i graliśmy dopóki nie przegoniła nas straszna burza z ulewą i gradem – to było coś okropnego – myślałem, że normalnie koniec świata – powyłączaliśmy wszystkie telewizory i ładowarki i telefon z sieci i siedzieliśmy przy świeczce. Trochę się bałem, ale mała Hanka wymyśliła nawet fajną zabawę – odgadywanie, co przedstawia cień stworzony z rąk, przyłożonych do płomyka świecy. Taka prosta zabawa, a cieszy – nawet się nie spostrzegliśmy, jak burza się skończyła i można było wyjść na zewnątrz.
Weekend szybko zleciał, do następnego daleko, ale na szczęście ten tydzień jest krótszy o jeden dzień, bo w czwartek święto :) Zawsze to coś - jeden dzień szkoły online mniej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.