08 czerwca
Normalnie dziś
wstaliśmy z Hanką chyba dopiero przed 10.00 – tak byliśmy
zmachani, bo na weekend znów pojechaliśmy do naszego domku na wsi.
Jak poprzednim razem – w ogóle przez ten czas nie korzystaliśmy z
telefonów, ani kompa, tak byliśmy zajęci innymi rzeczami – np.
Hanka goniła z latawcem, ja jeździłem po wsi na rowerze, a potem
rodzice i wujostwo rozpalili wieeelkie ognisko i były kiełbaski z
patyka. A już najsuperowszą atrakcją było włażenie i złażenie
(a raczej ześlizgiwanie się) z górki. Jeden z wujków usypał taką
ogromną górę ziemi i cała dzieciarnia miała uciechy, co niemiara
– nawet ja staruszek – oczywiście w porównaniu z tymi maluchami
:)
A w niedzielę
praktycznie cały czas grałem w badmintona – to z rodzicami, to z
wujkami, albo ciotkami – każdy chciał się poruszać haha.
Graliśmy i graliśmy dopóki nie przegoniła nas straszna burza z
ulewą i gradem – to było coś okropnego – myślałem, że
normalnie koniec świata – powyłączaliśmy wszystkie telewizory i
ładowarki i telefon z sieci i siedzieliśmy przy świeczce. Trochę
się bałem, ale mała Hanka wymyśliła nawet fajną zabawę –
odgadywanie, co przedstawia cień stworzony z rąk, przyłożonych do
płomyka świecy. Taka prosta zabawa, a cieszy – nawet się nie
spostrzegliśmy, jak burza się skończyła i można było wyjść na
zewnątrz.
Weekend szybko
zleciał, do następnego daleko, ale na szczęście ten tydzień jest
krótszy o jeden dzień, bo w czwartek święto :) Zawsze to coś -
jeden dzień szkoły online mniej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.