6 maja
Uff, w końcu
wypoczęliśmy z Hanką po tym długim weekendzie na wsi i , w sumie,
to czujemy taki dosyć spory niedosyt – ja to piszę?! Ja , który
tak bardzo nie chciałem tam jechać? Hahahaha :) Ale, jak to mama
mówi, tylko krowy nie zmieniają poglądów :-) Prawda.
Tata mówi, że,
według jego telefonu, pogoda ma być super na weekend, więc, jak
tylko przyjdą z mamą z pracy – od razu wsiadamy w samochód i
jazda! Już dziś kazali nam przygotować to, co chcielibyśmy wziąć
z sobą. Hanka znów napakowała całą torbę gratów, jakieś
pieski na baterie i takie tam bzdety. Acha, a propos piesków – to
jeden z wujków, do których jeździmy, ma malutkiego pieska –
Tosię – słodki jest. Nawet mama, która nie przepada za psami, bo
kiedyś jakiś ją ugryzł, bierze Tośkę na kolana i się z nią
bawi. W sumie mnie i Hance też się podoba takie małe zwierzątko,
ale mama nawet się nie chce tykać w sprawie posiadania przez nas
psa, bo mówi:
- Jasne, to byłby
mój kolejny obowiązek, najpierw uczenie go dobrych manier i
załatwiania się na zewnątrz, potem, wychodzenie z nim rano,
wieczór i w południe – co to to nie! Pies to spory obowiązek i
odpowiedzialność! I jeszcze inne takie tam mamine gderanie,
chociaż, w sumie, to chyba ma rację – Hanka jeszcze jest za mała
na wychodzenie z psem na spacer, a ja – no cóż, czasami mam
słomiany zapał do wszystkiego – żeby nie było, ubolewam nad tym
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.