poniedziałek, 4 maja 2020


4 maja

Tak długo nie pisałem, bo normalnie nie miałem czasu – 1 maja z samiutkiego ranka, mama z tatą obudzili nas, żebyśmy szybko się ubrali i przygotowali rzeczy, które chcemy wziąć ze sobą na wieś – jakieś zabawki, gry itp. Hanka sobie nabrała różnych gratów i pierdół, a ja, obrażony, tylko książkę, auto sterowane i najważniejsze – telefon. Wiadomo – żeby mieć kontakt ze światem – rodzice mówili, że tam i tak nie ma zasięgu, ale jakby czasem…
Zajechaliśmy dosyć szybko, bo na autostradzie nie było prawie żadnych samochodów, powitała nas pogoda taka sobie i zgraja maluchów, ble. Od razu rozpakowywanie i tzw. szał ciał – wszystkie ciotki się zeszły na kawkę i ciasteczko, faceci poszli gdzieś tam gadać o swoich sprawach – a ja, nastolatek, co by tu z sobą zrobić – nie musiałem się długo zastanawiać, bo dzieciarnia normalnie ZMUSIŁA mnie do zabawy w chowanego, potem berka, potem grałem ze wszystkimi
w badmintona, potem urządziłem im wyścigi, a potem był obiad. Zjedliśmy ze smakiem i dalej do zabawy – tym razem biegi przełajowe w różnych kategoriach wiekowych, skoki w dal i jazda na rowerach i hulajnogach. Ani się nie obejrzałem, jak wołali na grilla. Wciągnąłem chyba z pięć kiełbas i ledwo żywy poszedłem się umyć i spać. Hanka była tak wypompowana, że usnęła w tym ubraniu, w którym była.
Spaliśmy chyba do dziesiątej następnego dnia, szybkie śniadanko i powtórka z rozrywki – zabawa chyba we wszystko, co możliwe, a potem z wujkiem Piotrkiem pojechałem na załadunek autem ciężarowym – normalnie mega :-) Wycieczka w dechę, gadka – szmatka z wujkiem, obiadek w restauracji – super. Wróciliśmy prawie, jak tata rozpalał ognisko na kociołek. Wyhaczyłem patyk i upiekłem sobie chyba z dziesięć kromek chleba na ogniu – pycha!!! Znowu biegaliśmy, jak szaleni po podwórku i poszliśmy wypompowani spać.
Potem nadeszła niedziela, ledwo wstaliśmy, a już obiad, szybkie wygłupy z Hanką i maluchami, a tu tata nas woła, żebyśmy się spakowali, bo czas wracać. Aż mi głupio to pisać, ale smutno mi było, że pobyt na wsi się kończy :( Masakra, ale rodzice i dziadkowie mnie pocieszyli, że może za tydzień znowu przyjedziemy, jak pogoda dopisze. Nie mówcie nikomu, ale bardzo się cieszę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.