4 maja
Tak długo nie
pisałem, bo normalnie nie miałem czasu – 1 maja z samiutkiego
ranka, mama z tatą obudzili nas, żebyśmy szybko się ubrali i
przygotowali rzeczy, które chcemy wziąć ze sobą na wieś –
jakieś zabawki, gry itp. Hanka sobie nabrała różnych gratów i
pierdół, a ja, obrażony, tylko książkę, auto sterowane i
najważniejsze – telefon. Wiadomo – żeby mieć kontakt ze
światem – rodzice mówili, że tam i tak nie ma zasięgu, ale
jakby czasem…
Zajechaliśmy dosyć
szybko, bo na autostradzie nie było prawie żadnych samochodów,
powitała nas pogoda taka sobie i zgraja maluchów, ble. Od razu
rozpakowywanie i tzw. szał ciał – wszystkie ciotki się zeszły
na kawkę i ciasteczko, faceci poszli gdzieś tam gadać o swoich
sprawach – a ja, nastolatek, co by tu z sobą zrobić – nie
musiałem się długo zastanawiać, bo dzieciarnia normalnie ZMUSIŁA
mnie do zabawy w chowanego, potem berka, potem grałem ze wszystkimi
w badmintona, potem
urządziłem im wyścigi, a potem był obiad. Zjedliśmy ze smakiem i
dalej do zabawy – tym razem biegi przełajowe w różnych
kategoriach wiekowych, skoki w dal i jazda na rowerach i hulajnogach.
Ani się nie obejrzałem, jak wołali na grilla. Wciągnąłem chyba
z pięć kiełbas i ledwo żywy poszedłem się umyć i spać. Hanka
była tak wypompowana, że usnęła w tym ubraniu, w którym była.
Spaliśmy chyba do
dziesiątej następnego dnia, szybkie śniadanko i powtórka z
rozrywki – zabawa chyba we wszystko, co możliwe, a potem z wujkiem
Piotrkiem pojechałem na załadunek autem ciężarowym – normalnie
mega :-) Wycieczka w dechę, gadka – szmatka z wujkiem, obiadek w
restauracji – super. Wróciliśmy prawie, jak tata rozpalał
ognisko na kociołek. Wyhaczyłem patyk i upiekłem sobie chyba z
dziesięć kromek chleba na ogniu – pycha!!! Znowu biegaliśmy, jak
szaleni po podwórku i poszliśmy wypompowani spać.
Potem nadeszła
niedziela, ledwo wstaliśmy, a już obiad, szybkie wygłupy z Hanką
i maluchami, a tu tata nas woła, żebyśmy się spakowali, bo czas
wracać. Aż mi głupio to pisać, ale smutno mi było, że pobyt na
wsi się kończy :( Masakra, ale rodzice i dziadkowie mnie
pocieszyli, że może za tydzień znowu przyjedziemy, jak pogoda
dopisze. Nie mówcie nikomu, ale bardzo się cieszę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.