czwartek, 1 października 2020

 

          1 październik


     Za mną już miesiąc szkoły – bardzo szybko to zleciało . W sumie nawet nie jest źle podczas edukacji 

w realu, można się pośmiać haha – założyłem nawet sobie zeszyt ze śmiesznymi sytuacjami, które dzieją się w czasie lekcji. Najzabawniej jest na matmie – pani ma tak pocieszne powiedzonka, że hej!

   Zbaczając z tematu – ostatnio spędziłem pół nocy w naszej miejskiej bibliotece. Strasznie dziwnie to brzmi, ale zorganizowano tam grę terenową, na którą zapisała mnie mamusia. Trochę mi się nie chciało iść, jednak zmotywowała mnie myśl, że wiele osób z mojej klasy też tam będzie.

   Cała zabawa rozpoczęła się od opowieści sławnego podróżnika i detektywa – muszę przyznać, że chłop ma dar do ciekawego gadania :) Słuchaliśmy prawie z otwartymi ustami, oglądając świetne focie z miejsc, do których podróżował prowadzący. Potem nastąpił punkt prawie że kulminacyjny – przyjechała PIZZA!!!, a raczej chyba ze sto pizz! Aleśmy się obżarli :)

Po uczcie ruszyliśmy na miasto. I to dosłownie :) Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy

i każda z nich miała za zadanie odkryć tajemniczy skarb, przy pomocy wskazówek, porozkładanych 

w różnych miejscach wokół biblioteki. Biegaliśmy, jak szaleni, bo miała wygrać ta grupa, która jako pierwsza odnajdzie ukryte złoto. Niestety brakło nam tyci, tyci do zwycięstwa. Mega byłem zły, ale to nic, pocieszaliśmy się tym, że pierwszy raz braliśmy udział w tego typu rozrywkach

i następnym razem będzie lepiej :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.