28 wrzesień
Ależ ten weekend był wypełniony różnościami! W sobotę dziadkowie od strony mamy obchodzili czterdziestą rocznicę ślubu – tzw. „rubinową” - zjechała się calutka rodzinka (i nie tylko) i wszyscy świętowaliśmy to wiekopomne haha wydarzenie w świetnym lokalu z muzyką. Wprawdzie ta muza, to
w ogóle nie mój klimat, ale staruszkowie sobie potańcowali haha – dosłownie rodzice to lwy parkietu :D Przyjechało kuzynostwo i już myślałem, że będę musiał się nimi zajmować, ale na szczęście mamunia wzięła dwie torby zabawek i dzieciarnia miała się czym bawić – o dziwo nie nudzili – szok.pl. Ja w sumie przez te kilka godzin się przeplątałem, nie mając co z sobą zrobić. Ubłagałem rodziców, żeby mnie wcześniej zawieźli do domu i tam dopiero zaczęła się moja zabawa i relaks :) Konsolka, komputerek, telefonik – świetnie spędziłem samotnie czas :)
W niedzielę pojechałem do wujka Irka i ciotki Moniki na bilarda :) Mój ukochany sport :) Ciotka i wujek jakiś czas temu sprawili sobie stół bilardowy i zaprosili mnie, abym sobie pograł.
Z chęcią to zrobiłem! Raz mi się udało ograć wujka, ale jak to mówią „ćwiczenie czyni mistrza”
i może niebawem tak się zdarzy, że wujek nie będzie miał ze mną szans LOL!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.