21 października
Jestem już po tym wędzidełku, na szczęście. Poszłyśmy z mamą do pana doktora, trochę płakałam na początku, ale pan doktor posmarował mi dziąsła wiśniowym żelem, dał mi zastrzyk i jestem po. Trochę dziwne uczucie mieć zszytą buzię, ale tych nitek też się już pozbyłam, to znaczy pan doktor mi je wyciągnął i już mogę normalnie jeść i mówić. Na początku tylko jadłam miękkie, albo płynne rzeczy, ale wczoraj już pałaszowałam czipsy, moje ulubione – solone. A dzisiaj idę z mamą do Skokolandii – w nagrodę, że byłam taaaaka dzielna :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.