czwartek, 26 listopada 2020

 26 listopad

    Ale wczoraj był świąteczny dzień hehehehehehehehe - „Katarzynki”! A z racji tego, że nasza mamusia tak właśnie ma na imię – była feta :) Oczywiście złożyliśmy mamuni życzonka, daliśmy prezencik – nasza rodzicielka zażyczyła sobie jakiś tam naszyjnik – no w każdym razie babską rzecz – a na takich się nie znam OMG. Jakby chciała jakąś grę na peceta, to co innego, pochyliłbym się nawet nad szukaniem takiego „suweniru”, ale nad łańcuszkiem – co to to nie :P Tata był tym szczęśliwcem, który musiał to robić hahahahahahahahaha. Hanka namalowała laurkę i była pizza i nawet… ciemny, słodki napój! Hahahaha – czyli rarytas. 

Wszystko już wróciło do normy – tata chodzi do pracy, mama też, Hanka do przedszkola, tylko ja dalej siedzę w domu, bo edukacja ciągle jest zdalna. Zastanawiam się czasami, co wolę – czy szkołę online, czy jednak klasyczną w realu – i tak w sumie to ciężko stwierdzić. Na lekcjach w klasie jest spoko – spotykamy się z ziomalami, można się powygłupiać, pośmiać itd., ale  z drugiej strony podczas klasówki czy odpytywania, zerkanie do zeszytu, czy książki graniczy z cudem  i grozi „pałą”. Natomiast w komputerowej szkole, w razie nie douczenia się, zawsze można sięgnąć do pomocy naukowych hahahahahahahahaha, albo spytać kogoś dorosłego, kto akurat jest w domu :) Tak więc nie wiem, co wolę. Nawet kiedyś gadałem na ten temat z rodzicami, no ale oni oczywiście są za szkołą stacjonarną, bo, jak to stwierdzili: „do jakiej ty szkoły ponadpodstawowej, chłopie, pójdziesz z taką dziurawą wiedzą, nie ma to jak być w szkole, z nauczycielami”. I gadaj tu ze staruszkami o takich życiowych tematach błeeeeeeeeeee :( Dzięki Bogu nie zamknięto mojej szkoły bilardowej i pomykam sobie dziś na trening – te akurat zajęcia zdecydowanie wolę w stacjonarnej formie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.