14 czerwiec
Chyba na pewno jadę na ten bilardowy turniej, bo rodzice „naraili” mi lekarza od medycyny sportowej, żeby orzekł, czy moja skromna osoba nadaje się, by brać udział w zwodach. Wizytę u tegoż specjalisty mamy w środę, więc jestem pełen nadziei na wyjazd do Łodzi. Jeszcze muszę zrobić zdjęcie legitymacyjne, by uzyskać licencję zawodnika i – o ile będę „grzeczny”, wyruszamy na Łódź z rodzinką JUPI!!! Chyba JUPI, bo staruszkowie ostrzegli mnie, że gwarantem wypadu jest moje zachowanie. No do znudzenia z tym dobrym zachowaniem – masakra jakaś to jest. Faktem jednak jest to, że baardzo się staram być miły dla rodziców i Hanki – choć ta ostatnia tak mnie irytuje, żeby nie wyrazić się bardziej dosadnie hehe.
A propos mojej familii – w weekend miałem okazję odpocząć sobie od niej, gdyż wyjechała na wieś, by skosić trawę. Wprawdzie zostałem w domu z dziadkami, ale z nimi to jest lajtowo – babcia pyta co chwilę: - Wojtuś, co byś zjadł? Może naleśniczka, albo kajzerkę z masełkiem, tudzież inną smakowitość hihihi – normalnie supcio. A nie pojechałem ze staruszkami, bo mnie zaczęło chyba jakieś choróbsko brać – mega mnie bolało gardło, miałem katar i takie tam objawy. Muszę być zdrowy, no bo przede mną ważny wyjazd do Łodzi :D Przeleżałem w łóżku cały weekendzik i dzisiaj, jak nowo narodzony, poszedłem do szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.