21 czerwiec
Za mną pierwszy Turniej Juniorów w bilardzie :) Normalnie całą rodzinką wybraliśmy się w niedzielę do Łodzi – tak, tak, do Łodzi :) Jechaliśmy i jechaliśmy – masakra, a wlekliśmy się, że hej! Na trasie do tego pięknego miasta jest pomiar prędkości. Mój biedny ojciec musiał wziąć się w garść i zabrać nóżkę z gazu hahaha, ale były jajca :-)
Wiadomo, że nie wygrałem i nie wróciłem z pucharami, ale i tak było super! Najważniejsze, że już mam pierwszy konkursowy raz za sobą. Nie byłem, niestety, na słynnej Piotrkowskiej (mamusia i tatuś oraz Hanka nie omieszkali przejść się tą sławną ulicą), ale wrażenia z wyjazdu i tak są niesamowite :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.