1 luty
Wiecie, gdzie ja wczoraj byłam? W prawdziwym szpitalu! Na prawdziwej Izbie Przyjęć!
A było tak – po skończonej lekcji angielskiego, pani kazała nam się ustawić
w pary i parami mieliśmy zejść do szatni. W czasie, kiedy tak sobie szliśmy para za parą, zadzwonił dzwonek na przerwę, z impetem otworzyły się drzwi do jednej
z klas i uderzyły mnie baaaaaardzo mocno w głowę. Normalnie ból był prawie taki,
jak wtedy, gdy dobiłam do kaloryfera, z tą różnicą,
że wczoraj nie było krwi. Masakra, byłam w okropnym szoku, rodzice zdecydowali, że pojedziemy do szpitala, żeby mi tam zrobili zdjęcie głowy, czy wszystko z nią
w porządku. Na szczęście, po długim czekaniu, okazało się, że tak i wróciliśmy do domu.
Myślałam, że w szpitalu będę się nudzić, jak mops, a tu się zaskoczyłam, bo tam jest ciekawie, że hej. Co chwila ktoś wchodził z jakąś dolegliwością
i miałam się na co gapić. Aż tata mnie upomniał, że trochę tak nie pasuje się wychylać i gapić. Ale czy to moja wina, że jestem ciekawa z natury?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.